niedziela, 8 listopada 2015

"Playlist for the dead" Michelle Falkoff

 "Playlist for the dead" Michelle Falkoff

 


Słuchaliście kiedyś piosenki, a w głowie mieliście tylko echo głosu wokalisty i słowa "Czy on czyta w moich myślach"? Ja tak, dlatego wiem jak ważną rolę spełniają ulubione utwory, od których zależeć może nie tylko trzyminutowy spacer na przystanek, kilkudziesięcio-minutowa droga do szkoły, ale cały dzień, a nawet życie.

Jeśli Rafaello wyraża więcej niż tysiąc słów, muzyka nadrabia za całe miliony.

Tą dewizą kierował się Hadyen, który pewnego dnia zostawił po sobie butelkę wódki, opakowanie Valium i ból w sercach najbliższych. Było też coś jeszcze - pendrive z dołączoną notatką: "Dla Sama, posłuchaj, a zrozumiesz".

Jakie wybór miał więc Sam, najlepszy przyjaciel chłopaka, jeśli nie włączyć pierwszy utwór i postarać się choć trochę zrozumieć, co kierowało Haydenem w ostatnich chwilach jego życia? Zrobił to, z poczucia winy, zwykłej ciekawości, a może rozpaczy, ale okazało się, że odpowiedź nie jest tak prosta do znalezienia...

Zaczynając lekturę, nie miałam wygórowanych oczekiwań i było to zdecydowanie najlepszym podejściem do lektury. "Playlist for the dead" bardzo pozytywnie mnie zaskoczyła! Klimatem przypomina nieco powieści Johna Greena - zagubieni nastolatkowie, z ponadprzeciętną wrażliwością, wkraczający w pełen problemów świat dorosłości. Autorka poradziła sobie z tym jednocześnie trudnym i banalnym zagadnieniem bardzo dobrze, bez zbędnego patosu, za to z niesamowita lekkością i wyczuciem. Ciężko zorientować się, że to debiut, bo autorka zręcznie operuje słowem, wspomagając się dodatkowo muzyką.

Michelle Falkoff nie ufa jednak czytelnikowi i zamiast pozwolić mu czytać między wierszami, od razu serwuje gotowe odpowiedzi. Cała książka ma nieco moralizatorski ton, a bohaterowie czasem używają wręcz dosłownych prawd objawionych, przykładowo - "Nie ocenia się książki po okładce". Włożone w usta młodej bohaterki brzmi sztucznie, szczególnie, że czytelnik bez żadnego problemu dochodzi do tego samego wniosku.

Wyidealizowani bohaterowie to jeden z problemów powieści, ale pełnią ważną funkcję. Z czasem okazuje się, że każdy ma do powiedzenia nieco więcej, a dramaty odgrywające się w głowach bohaterów po prostu nie zawsze wychodzą na światło dzienne, co nie oznacza, że nie istnieją. Nie ma osoby, która mogłaby powiedzieć, że zawsze zachowuje się bez zarzutu - zarówno w tej powieści, jak i życiu.


Muzyka to duża część mojego życia, cieszę się więc, że gra (ach, ta gra słów) tak ważną rolę w książce. Większość piosenek znałam jeszcze przed przeczytaniem pierwszego zdania, bo jeszcze kilka lat temu były moimi ulubionymi utworami. Największy sentyment mam jednak do utworu "Mad world", który tak jak Hayden poznałam dzięki filmowi "Donnie darko". "Playlist for the dead" jest kompletne tylko z wspomnianą w niej muzyką. Słuchanie kolejnych utworów, które dodawały historii głębsze znaczenie było interesującym doświadczeniem i mam nadzieje, że inni autorzy pójdą w ślady Michelle Falkoff.

"Playlist for the dead"to książka czarująco prosta. Chociaż przewidywalna, pozwala oderwać się od świata na kilka godzin i spojrzeć na pewne sprawy nieco inaczej. To zdecydowanie jedna z lepszych powieści młodzieżowych, chociaż jeśli rozebrać ją na czynniki pierwsze jest średnia. Jak więc Michelle Falkoff zdołała kompletnie mnie zauroczyć? Może to muzyka, a może po prostu lekkie pióro i angażująca czytelnika sytuacja. Niezależnie od powodu, polecam zapoznać się z tą powieścią i zanurzyć się w uderzająco podobnym do prawdziwego świecie.


Za egzemplarz dziękuję wydawnictwu Feeria Young, książka do kupienia tu.


9 komentarzy:

  1. Zgadzam się, że ta pozycja jest dość wyjątkowa :) Pomimo, że historia niezbyt prosta.

    OdpowiedzUsuń
  2. Widzialam w ksiegarni, chyba wroce :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Pięknie powiedziane Magda. Aż dziwi, że taka prostota potrafi całkowicie oczarować :3 Sama znałam może z połowę piosenek, a to i tak pewnie zawyżona liczba, ale część z nowo poznanych utworów już dodałam do swojej playlisty :)
    Również mam nadzieję, że inni autorzy pójdą w tym kierunku :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Musze ją koniecznie przeczytać. Ciągle widze ją na blogach recenzentów ;D Kusi mnie ;)
    Pozdrawiam Cię serdecznie :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Coraz bardziej przekonuje się do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Garym Julesem mnie kupiłaś, piosenka mojego życia.
    Muszę się rozejrzeć i poczytać na jej temat jeszcze inne opinie, choć i tak wydaje mi się, że wpasowałaby się w mój gust idealnie.:)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ten komentarz został usunięty przez autora.

    OdpowiedzUsuń
  8. Książka intrygowała mnie za sam opis, ale teraz już na pewno nie mogę przejść obok niej obojętnie. Bardzo fajna recenzja i dzięki za przypomnienie mi o tej pozycji.
    Masz naprawdę śliczny blog, koniecznie zostaję na dłużej. Gratuluję ponad 200, jak najbardziej, zasłużonych obserwatorów.
    Jednocześnie zapraszam do zajrzenia na mój skromny kawałeczek internetu (http://nerdprostozksiazki.blogspot.com/). Może ci się tam spodoba i pozostaniesz na dłużej? :)
    Pozdrawiam cieplutko :D

    OdpowiedzUsuń
  9. Przeczytałam, ale mnie ta książka odrzuciła. Nawet pomimo mojego jednego z ulubionych zagadnień - samobójstwa, a także pomimo ukochanej przeze mnie muzyki.

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...