niedziela, 7 czerwca 2015

"Zakon Mimów" Samantha Shannon


"Zakon Mimów" Samantha Shannon


Wszyscy są wrogami, każdy coś ukrywa, a zaufanie jest rzadsze niż jasnowidze siódmej kategorii. Witaj w 2059 roku, gdzie na ulicach Londynu spotkasz Obszarpańców, Nocnych Wędrowców, Mary i Kruki. Za garść monet Chałutrnicy przepowiedzą ci przyszłość, chociaż raczej nie chcesz jej znać. Dla mieszkańców z pewnością nie przedstawia się w różowych barwach. Szczególnie dla tych z nadprzyrodzonymi zdolnościami.

"Zakon Mimów" to genialna kontynuacja wybitnego "Czasu żniw" i wcale nie nadużywam tutaj superlatyw. Książek Samanthy Shannon po prostu nie da się opisać w inny sposób. Autorka ma w głowie dokładną wizję epickiej powieści i konsekwentnie realizuje ją w obu tomach. Podczas lektury pierwszej części obawiałam się, że zdradzając czytelnikowi tak wiele, pisarka wyczerpie pomysły już przy drugim tomie, ale mogę odetchnąć z ulgą. Lektura "Zakonu Mimów" utwierdziła mnie w przekonaniu, że Shannon wie co robi, a siedem grubych tomiszczy to dla niej żaden problem. Siedemnaście mogłoby sprawić jej trudność, ale prawdopodobnie do ostatniej kartki byłabym tak pochłonięta wykreowanym przez autorkę światem, że zastanawiałabym się dlaczego nie ma w planach kolejnych kilkunastu powieści o dzielnej Paige i jej bitwie z Szeolem.

Paige nauczyła się wiele, nie tylko przez lata życia na ulicy, jako jasnowidz, ukrywający się przed ślepcami, ale i podczas uwięzienia w Szeolu. Wszystko to otworzyło jej oczy na ogrom zniszczenia syndykatu i tych na samej górze. Władza, która działa na niekorzyść ludu powinna zostać obalona. Wie o tym nie tylko Śniąca, ale jest ona jedną z nielicznych osób gotowych zrobić coś w celu naprawy skorumpowanego systemu. Sama nie jest w stanie zdziałać wiele, dlatego podejmuje serię kroków prowadzących do wszczęcia akcji, zamiast biernego czekania na rozwój spraw. Mogłaby cieszyć się z w miarę stabilnej pozycji faworyty Jaxona - jej mim-lorda, który woli się nie wychylać, dbając o zawsze pełny sejf, a nie bezpieczeństwo podwładnych. Walka z systemem to trudne zadanie, ale jeszcze trudniejsze byłoby patrzenie na ludzi odzieranych z resztek godności. Czy uda się pokonać wieloletnią tradycję i przekonać do swojej racji jasnowidzów ślepych na znaki stopniowego niszczenia ich świata?

Alternatywny Londyn z roku 2059 kojarzy się bardziej ze średniowiecznym miastem niż przyszłością. Kiedy na ulice wychodzi się tak rzadko jak to możliwe, przemykając miedzy uliczkami albo nawet pod nimi, wrażenie zacofania tego miejsca potęguje się. Jednocześnie dodaje to tajemniczości, a nawet swego rodzaju mistycyzmu atmosferze powieści. Zawsze byłam oczarowana stolicą Brytanii, a w "Zakonie Mimów" jest ona idealnym tłem dla wydarzeń powieści. Nie wyobrażam sobie osadzenia akcji w, dajmy na to, Nowym Jorku, to po prostu inny rodzaj metropolii. Londyn był strzałem w dziesiątkę, z czym pewnie zgodzi się większość czytelników. Tylko tam na porządku dziennym mogłyby być Kluby Spirytualistyczne, Eteryczne Stowarzyszenia i wszechobecne duchy, czuwające nad miastem. Mnogość nazw własnych i różnych postaci daje się ujarzmić dzięki załączonemu słowniczkowi, mapie, ulotce.

Autorka wybrała dla swojej powieści bardzo charakterystyczne miejsce, dzięki czemu od razu dałam się wciągnąć w nieco zapomniane już losy Paige, Nicka, Zwierzchika czy Jaxona. Chociaż niektórzy bohaterowie ulotnili się z mojej pamięci, już po kilkudziesięciu stronach przypominałam sobie uczucia, jakimi ich darzyłam, w duże mierze te negatywne. "Zakon Mimów" to skarbnica złych do szpiku kości postaci, które od razu zyskują sobie nienawiść czytelnika, chociaż ich niecne zagrania czasem wywołują okrzyki zdumienia, a zarazem podziwu, to geniusze zbrodni i manipulacji. 

"Zakon Mimów" całkowicie różni się od tego, co zaserwowała czytelnikom autorka w "Czasie Żniw". Podejmuje inne tematy, równie ciekawe, a czasem nawet bardziej interesujące, unikając przy tym problemu powtarzalności. Zmiana otoczenia, części bohaterów i głównych wątków akcji sprawiła, że tej kontynuacji nie można nazwać "mierną", bo to kolejna genialna powieść, trzymająca w napięciu, a kolejne zwroty akcji uderzają obuchem nieprzygotowanego i nic niepodejrzewającego czytelnika. Autorka roztrzaskuje dotychczasowe przypuszczenia, a serce dostaje rykoszetem. Dokładna definicja zabawy, nieprawdaż?

Ocena: 9/10

 

Za egzemplarz recenzencki dziękuję wydawnictwu SQN. 


11 komentarzy:

  1. Nie czytałam jeszcze "Czasu żniw" i na razie póki co, tę książkę mam w planach.

    OdpowiedzUsuń
  2. Druga część jest inna, ale uwielbiam te dwie części i czekam na kolejną :)

    OdpowiedzUsuń
  3. Chyba bardziej spodobał mi się Czas Żniw, ale Zakon też super :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Na pewno sięgnę po tą część :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Dziś pożyczyłam "Czas żniw" i jutro zamierzam się za niego zabrać. Jestem ciekawa, czy ta seria mi się spodoba :)

    OdpowiedzUsuń
  6. Muszę w końcu się zebrać i najpierw kupić a potem przeczytać "Czas żniw". To moje must read do wakacji! ;)

    Zapraszam do siebie
    http://to-read-or-not-to-read.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń
  7. uwielbiam ''Czas żniw'', uwielbiam ''Zakon mimów'', po prostu uwielbiam panią Shannon. chociaż trochę mnie przeraża, że książka ma mieć ponad 10 części. mam nadzieję, że autorka tego nie zepsuje :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Mam tę książkę na półce, ale tyle czasu czekałam na jej premierę, że sporo rzeczy zapomniałam z "Czasu żniw". Dlatego też trochę wzbraniam się przed lekturą, ale z drugiej strony bardzo chcę ją przeczytać, bo 1 część była świetna. Te przerwy między kolejnymi tomami serii są okropne. ;)

    OdpowiedzUsuń
  9. Czas Żniw mnie oczarował, ale Zakon Mimów jest jeszcze lepszy. Teraz tylko to długie czekanie na kolejny tom...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...