niedziela, 15 marca 2015

*PRZEDPREMIEROWO* "Przeznaczenie bohaterów" Morgan Rice


*PRZEDPREMIEROWO*
"Przeznaczenie bohaterów" Morgan Rice

 

Kopciuszek w wersji męskiej to całkiem niezły pomysł. Po co komu piękna suknia i szklane pantofle? Dużo lepiej walczy się w wygodnej zbroi i porządnych butach. No i... niektóre księżniczki na to lecą. Dodaj do tego inne znane motywy, wplatając je w ciekawy, nieco inny niż wszystkie świat, a otrzymasz "Przeznaczenie bohaterów".

Thorgrin, główny bohater książki, ma tylko jedno marzenie - dostać się do Królewskiego Legionu, grupy starannie wybranych młodych mężczyzn, którzy są gotowi, by dzielnie walczyć dla swojego króla. Jest tylko jeden problem - ma 14 lat, co stanowi dolną granicę wieku dla potencjalnych żołnierzy, a jego drobna postura i wzrost nie przekonują rekrutera, zabierającego ze sobą jedynie starszych braci Thora. Nie chcąc poddawać się na samym starcie, z drobną pomocą wróżki chrzestnej - to znaczy... druida - wyrusza, by walczyć o to, co dla niego najważniejsze.

Ostatnimi czasy rozkochałam się w średniowieczu, związanych z nim zasadach, obyczajach. Stało się to w dużej mierze za sprawą serialu 'Reign', który zupełnie mnie zaczarował. Tajemniczy, pełen intryg i zdrad dwór to idealne miejsce dla powieści osadzonej w tych czasach. Również w "Przeznaczeniu Bohaterów" zagrał sporą rolę, będąc nie tylko tłem dla pozostałych wydarzeń, ale i ich motorem napędowym.


Rzeczywistość w jakiej przyszło żyć bohaterowi jest okrutna, musi bowiem pokonać wiele przeszkód i przeciwności losu, a przede wszystkim własne słabości. Przychodzi mu to niekiedy zadziwiająco łatwo, zważywszy na okoliczności. Uczy się  raczej szybko, a jego wiek i sylwetka nie przeszkadzają mu w wymagających aktywnościach fizycznych oraz psychicznych. Jak na czternastolatka jest zadziwiająco dojrzały, zachowując się raczej jak rozsądny dorosły niż dziecko. Są jednak pewne aspekty, w których nie idzie mu tak dobrze jak we władaniu procą. Przy dziewczynach plącze mu się język, szczególnie przy tych zjawiskowych. Zrzucając to na karb przebywania dotychczas jedynie z chłopcami, można zrozumieć, że zakochuje się w pierwszej istocie płci pięknej jaką napotyka na swojej drodze.

Kendrick, Gareth, Gwendolyn, Reece, Godfrey, Lundana - dzieci króla McCalla, są świetnym przykładem różnorodności na dworze. Każdy z nich jest bardzo charakterystyczna postacią, obok której nie da sie przejść obojętnie, co zawsze cenię w książkach. Problemy alkoholowe, odmienna orientacja, dobre, niewinne serce, chorobliwa ambicja i żądza władzy ścierają się, jednocześnie całkiem nieźle współegzystując. O ile część bohaterów wykreowana jest bardzo dobrze, o tyle wiele osób znamy jedynie z opisów, które nie pokrywają się z czynami albo w ogóle nie odgrywają roli w powieści. Inni są całkowicie czarno-biali, doszczętnie źli albo całkowicie dobrzy, co jest nierealne.


Morgan Rice obficie czerpie z wszelkiego rodzaju baśni i legend, łącząc Kopciuszka z Królem Arturem i legendą o mieczu Excalibur (u Rice Miecz Przeznaczenia), zachowując przy tym dość dobrą równowagę dodawania do powieści własnych elementów. Wniosła odrobinę świeżości na dobrze już znane, utarte schematy i... zrobiła to całkiem dobrze. Świat jaki wykreowała, jest dokładnie opisany, choć głównie na początku powieści, zamiast stopniowo odkrywać się przed czytelnikiem. Jest jednak mapka (uwielbiam je w książkach fantasy) i trochę detali dotyczących otaczającej bohatera rzeczywistości.


Co z dobrze nam znanych historii zainspirowało Rice?

Wystarczy podmienić płeć postaci i łatwo zauważyć skąd czerpała autorka.
Okrutny ojciec? Jest!
Złośliwe rodzeństwo? Jest!
Pomocnik wskazujący drogę? Może nie ma skrzydeł, ale za to bardzo przypomina Dumbledora, od czasu do czasu wtrącając pouczające rady oraz ogólne mądrości życiowe, sprawiające, że brzmi jak dobry wujek. Średniowieczny Kopciuszek jak się patrzy.

Przed sięgnięciem po powieść nie widziałam ani jednej oceny i nie przeczytałam ani jednej recenzji. Całe szczęście! Zerkając na goodreads uprzedziłabym się do niej jeszcze przed lekturą. Na "Przeznaczenie Bohaterów" spadły tam fale krytyki, głównie uargumentowane stylem autorki oraz licznymi błędami, np. ciągłą zmianą imion i nazw własnych - jeden z przykładów: Krohn i Khron. Polski tłumacz oraz korekta najwidoczniej zadbali o to, aby te pomyłki nie powtórzyły się naszej wersji, sama byłabym mocno zawiedziona, widząc tak rażące błędy w składni czy poprzestawiane literki.

Powieść kierowana jest raczej do młodszych czytelników i ma bajkową atmosferę, więc nie mogło zabraknąć morału oraz licznych dobrych rad. Thor uczy czytelnika, że trzeba spełniać swoje marzenia, nawet jeśli wymagają trudnych poświęceń czy dużego ryzyka. Pokazuje, ze wytrwałość i dobro będą nagrodzone, nawet jeśli początkowo wydają sie trudniejszą i nieopłacalną drogą. Autorka robi to jednak w sposób na tyle nieinwazyjny, że nawet starsze osoby nie poczują sie na siłę umoralniane.

"Przeznaczenie bohaterów" to lekka i przyjemna książka, z elementami fantasy oraz mnóstwem przygód. Młodsi czytelnicy powinni być zadowoleni, chociaż całościowo powieść jest nieco... przeciętna. Braku oryginalności można jednak nie zauważyć, kiedy jesteś pochłonięty lekturą. Jeśli mało ci wkraczających w nastoletni wiek bohaterów, którzy starają się zrozumieć kim są - a w przypadku Thora jest to dość skomplikowane - w otoczeniu średniowiecznych zamków, rycerzy i królestw, sięgnij po ten tytuł, oczekując miłej rozrywki - to właśnie dostaniesz, a zakończenie sprawi, że poprosisz o więcej!

Ocena: 7/10

Za egzemplarz recenzencki dziękuję Wydawnictwu Feeria.

8 komentarzy:

  1. Jestem ciekawa tej książki. Też miałam ją dostać do recenzji, ale jeszcze nie dotarła. Mam nadzieję, że już jutro będę mogła się za nią zabrać :-)

    OdpowiedzUsuń
  2. nie lubie czytac o chłopcach, takie ksiazki mnie nudza

    OdpowiedzUsuń
  3. Brzmi intrygująco, a okładka ma fajny klimat. :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Przeczytam, bo uwielbiam średniowiecze:)

    OdpowiedzUsuń
  5. No cóż, kocham fantasy w quasi-średniowiecznych światach, jednak nie o nastolatkach. Ta tematyka mi się już dawno przejadła ;)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Elżbieto nie zawiedziesz się. Mimo wszystko że fabuła obraca się wokół nastolatka, to zwroty akcji, lekkość pióra Morgan Rice zrobiły swoje w tej książce. Bardzo przyjemnie się czyta. Rzekłbym prawie jak "Pieśń lodu i ognia", czyli serialowa "Gra o tron"

      Usuń
  6. z chęcią po nią sięgnę. tym bardziej, że uwielbiam motyw baśni. :)

    OdpowiedzUsuń
  7. Ta okładka przypomina mi trochę Grę o tron... Ale z opisu ta książka brzmi trochę jak Zwiadowcy. Mogę się mylić, ale Zwiadowców nie cierpię i jeśli to jest takie samo lub choć trochę podobne, to podziękuję

    Zapraszam do siebie,
    http://to-read-or-not-to-read.blog.onet.pl/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...