poniedziałek, 28 lipca 2014

"Surogat" Witold Tauman

"Surogat" Witold Tauman

 

Autor: Witold Tauman

 

 

Tytuł: "Surogat"



Wydawnictwo: Oficynka



Ilość stron: 141






Czy wiecie co oznacza słowo surogat? Odrzućcie początkowe skojarzenia z żeńską wersją tego wyrazu, nie ma to wiele wspólnego z kobietami rodzącymi dzieci innym parom. Słownik języka polskiego mówi, że jest to "coś zastępującego jakąś rzecz, jakiś proces, stan itp., ale niedorównujące temu". Jak ma się to do powieści? Tego już zdradzić nie mogę.


Witold Tauman to postać fikcyjna, taki pseudonim autor obrał przy pisaniu książki "Surogat". Co dziwne, każda kolejna pozycja pisana jest pod innym nazwiskiem. Druga część wydana będzie pod imieniem "Jakub Dąbrowski", a finałowy tom tajemniczy pisarz wyda jako Samuel Kretes. Może te nazwiska mają jakieś znaczenie dla całości, to się jeszcze okaże. Pokazuje to natomiast z pewnością, że autor zdecydowanie chce się wyróżnić i z największym powodzeniem mu się to udaje.

Książka ta jest bardzo krótka, ma tylko 141 stron, więc nie chcę pozbawiać was ekscytacji z odkrywania kolejnych sekretów i pomysłów autora. Zamiast streszczać fabułę zapoznam was z opisem z okładki, który nie zdradza ani za dużo ani za mało, dając jakiś obraz wydarzeń, ale nie mówiący wiele, zostawiając wszystkie ważniejsze sprawy niewypowiedzianymi.

"Jest pan chory. Choroba na razie nie powinna panu doskwierać, jednak musi pan wiedzieć, że nie jest to zwykły Katar. Choroba ta jest nieuleczalna i śmiertelna. Pan, panie F. jest umierający, umiera pan i pan umrze”.

Przykuwająca wzrok okładka, tajemniczy tytuł i bardzo intrygujący opis sprawiły, że zainteresowałam się powieścią. Zdecydowanie nie żałuję tego wyboru, bo choć dostałam coś zupełnie innego, niż się tego spodziewałam, skłamałabym mówiąc, że jestem rozczarowana. Po prostu spędziłam czas trochę inaczej niż początkowo myślałam, ale cieszę się, że zabrałam się do czytania, wiedząc tak mało o "Surogacie". Pozwoliło mi to całkowicie cieszyć się powieścią, a każda kolejna rzecz, jaką w niej spotykałam, totalnie mnie zaskakiwała. 

Po przeczytaniu książki poczułam się jakby ktoś wyprał mi mózg. Tak samo jak F., dopiero na końcu dowiedziałam się prawdy o całym miejscu, ale i to nie odpowiedziało na wszystkie pytania, które miałam w głowie po lekturze. Ostatni rozdział, rozdział 0, na początku nic mi nie mówił i choć mam już całkiem niezłą i sensowną teorię, równie dobrze mogę całkowicie się mylić. Może te kilka liczb nabiera sensu dopiero po lekturze całości, kto wie. 

Co ciekawe, powieść napisana została w trzydziestu jeden rozdziałach, ale nie tak jak można by się spodziewać. Już na samym początku zobaczyłam, że coś jest nie tak. Pierwszy rozdział został oznaczony liczbą 30, więc szybko przekartkowałam na sam koniec książki, a moim oczom ukazała się liczba 0, zamykająca "Surogata". 

Powieść jest przede wszystkim specyficzna. Nie jestem w stanie powiedzieć dlaczego dokładnie, ale wszystkie zabiegi jakich użył autor sprawiły, że otrzymamy coś zupełnie fenomenalnego, a z pewnością oryginalnego. Kiedy ostatnio spotkaliście się przykładowo z narracją drugoosobową? Przyznam, że ja chyba nigdy, a coś takiego pewnie bym zapamiętała. Książkę można podpiąć pod literaturę psychologiczną, bardzo jednak przesiąkniętą surrealizmem. Owszem, często wydawała się zbyt przekombinowana, ale było to do przebolenia.

Zaintrygowała mnie na tyle, że najprawdopodobniej sięgnę po kontynuację, żeby zobaczyć jak historia potoczy się dalej, bo powieść "Surogat" była tylko pierwszą częścią gry literackiej między czytelnikiem, autorem i tekstem, jak mówi okładka. 

Podsumowując, książka choć krótka, jest bardzo intensywna i lekko przytłaczająca.  Warto jednak zapoznać się z tą lekturą, bo z pewnością zapada w pamięć, a styl pisania autora jest nieco patetyczny, choć wpasowuje się w klimat powieści. Zdecydowanie nie jest to lektura dla wszystkich, ale wydaje mi się, że już po kilku stronach można stwierdzić czy przypadnie wam do gustu. Sprawdźcie czy jesteście chorzy i potrzebujecie szpitala. Po lekturze na pewno się wam przyda.

 

Ocena: 7/10


Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater oraz Wydawnictwu Oficynka.

2 komentarze:

  1. Łoł. Ciekawe! Naprawdę drugoosobowa narracja? Jeju, sięgnęłabym po tą książkę, choćby po to, żeby zobaczyć jak ten zabieg się autorowi udał. :)
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  2. Okładka wywołująca niepokój...

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...