niedziela, 20 lipca 2014

*PRZEDPREMIEROWO* "Miasto Niebiańskiego Ognia" Cassandra Clare


*PRZEDPREMIEROWO*

 "Miasto Niebiańskiego Ognia" Cassandra Clare

 


 

Autor:  Cassandra Clare



Tytuł: "Miasto Niebiańskiego Ognia"



Wydawnictwo: McElderry



Ilość stron: 725






Miasto Niebiańskiego Ognia to finałowy tom serii Dary Anioła, którą pokochało wiele czytelników na całym świecie, w tym ja. Cassandra Clare jest jedną z niewielu autorek wiedzących jak rozkochać w sobie - a właściwie w swoich książkach - miliony. Dzięki temu, na szóstą część Darów Anioła czekałam z wielkim zniecierpliwieniem, a kiedy już wyszła, od razu zapragnęłam mieć ją na półce. Szybko uległam tej pokusie i zza wielkiej wody dotarł do mnie ogromny i piękny egzemplarz, aż błagający bym zabrała się za jego czytanie.


Lektura Miasta Niebiańskiego Ognia zajęła mi dużo czasu. Owszem, częściowo jest to wina objętości tej książki - 725 stron można chyba nazwać cegłą, w obcym języku czyta się też ciut wolniej. Przede wszystkim jednak, nie chciałam kończyć mojej przygody z Nocnymi Łowcami i ukochanymi bohaterami, o których życie bałam się bardziej z każdą przewróconą stroną. Ostatnie sto stron powieści zajęło mi trochę ponad dwie godziny, bo robiłam przerwy, co i rusz zatrzymywałam się nad jakimś fragmentem, byleby tylko opóźnić koniec lektury. Niestety, wszystko co dobre kiedyś się kończy i tak też było z ostatnią już częścią przygód Jace'a, Clary, Aleca, Isabelle, Simona i wielu innych mniej lub bardziej lubianych przeze mnie postaci.

Moje oczekiwania do tej książki były przeogromne, rosły z każdym dniem wyczekiwania na przesyłkę i kiedy w końcu trzymałam "Miasto Niebiańskiego Ognia" w rękach ogromnie się bałam, że pożegnam się z tą serią z odczuciem niezadowolenia i niepełnej satysfakcji. Na szczęście, choć zakończenie nie było idealne, przypomniało mi o tym dlaczego tak bardzo kocham Clare i jej powieści. Bohaterowie nie utracili ciętego języka, dzięki czemu nieraz śmiałam się na głos i zmuszona byłam przerwać lekturę. Niejednokrotnie też zdarzyło mi się wzruszyć, a nawet płakać, co jak wiedziałam było nieuniknione.

Spodziewałam się po Clare czegoś więcej. W Mechanicznej Księżniczce pokazała, że potrafi tworzyć perfekcyjne, idealnie wyważone słodko-gorzkie zakończenia, ale niestety w Mieście Niebiańskiego Ognia brakowało mi nieco tego drugiego. Starając się na siłę uszczęśliwić wszystkich fanów, autorka straciła na autentyczności i w ostatecznym rozrachunku nie usatysfakcjonowała nikogo. Nie zawsze chodzi o to, by uratować wszystkich bohaterów absurdalnymi zagraniami. Czasem powinno się pozwolić im odejść w chwale, by zostali na zawsze zapamiętani z dobrej strony. Tego właśnie nie odczułam w zakończeniu. Gdzie fajerwerki, gdzie to wielkie bum, na które autorka przygotowywała nas przed ponad 700 stron?

Mimo wszystko, jest to książka, która tak samo jak każda inna w tej serii zawładnęła moim sercem i emocjonalnie trzymała mnie w garści. Clare przeprowadziła czytelnika przez wiele niebezpiecznych miejsc, *zastanawiałam się czy Isabelle umrze, swoją drogą miała ona chyba najgorzej, po tym co stało się z Simonem...* ale zawsze udało jej się gładko dotrzeć tam, gdzie chciała. W "Mieście Niebiańskiego Ognia" znajdziemy wiele smaczków, jak na przykład spotkanie bohaterów z Piekielnych Maszyn, które było po prostu miłe, ale jeśli ktoś nie czytał wspomnianej trylogii niech lepiej nie sięga po finał Darów Anioła, bo zaspojleruje sobie Piekielne Maszyny, aż miło! Pod względem graficznym bardzo spodobała mi się też wewnętrzna okładka, przedstawiająca Jace'a, Aleca, Isabelle, Simona i Maye, bo Clary znalazła się na głównej okładce u boku Sebastiana.

Jest wiele scen przy których wprost nie mogłam powstrzymać śmiechu i przerywałam czytanie, żeby się uspokoić. Niejednokrotnie robiło mi się ciepło w środku. Zdarzyło mi się płakać. Podejrzewałam jednak, że najwięcej będzie tego ostatniego, a ku mojemu zaskoczeniu, finał nie był tak drastyczny i dramatyczny jak zapowiadał początek. Co w pewnym sensie mnie ucieszyło, ale - jak bardzo sadystycznie to nie zabrzmi - spodziewałam się więcej śmierci i smutku, a tu Clare zaserwowała nam coś bardzo cukierkowego, zupełnie nie w jej stylu, co nie wyszło nikomu na dobre. Jakaś część mnie pragnęła dramatu.

Mam do tej serii ogromny sentyment i pewnie niejednokrotnie wrócę do świata Nocnych Łowców, który rozkocha mnie w sobie jeszcze wiele razy. A ja mu na to pozwolę, z miłą chęcią. Nostalgiczne uczucie jakie pojawia się po tylu latach spędzonych z bohaterami niekoniecznie wywołane jest idealnym zakończeniem, rzucająca na kolana fabułą i poetyckim językiem, - choć wszystkie te rzeczy stoją na zadziwiająco wysokim poziomie - ale głównie sentymentem i przywiązaniem. Cassandra Clare jest w stanie sprzedać mi wszystko. Jak wiele absurdów i niedociągnięć zawierałoby Miasto Niebiańskiego Ognia i tak kochałabym je całym sercem!

Ocena: 9/10

 

Piosenka, która idealnie wpasowuje się w klimat i tematykę powieści:

"The city looks so pretty, do you want to burn it with me?"

14 komentarzy:

  1. To ostatnia część jak się nie mylę, prawda? Eh, to mi uświadamia jak w tyle z tą serią jestem.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Tak, napisałam to w pierwszym zdaniu :D Polecam nadrobić!

      Usuń
  2. Ja jakoś nie mogę się przekonać do tej serii przeczytałam dwa i pół tomu i jakoś nie odczuwam potrzeby czytania reszty. ;p

    OdpowiedzUsuń
  3. Nie wierzę, że to już koniec. Z drugiej strony nie mogę się już doczekać na polskie wydanie w starych okładkach. Szkoda, że finał nie jest mocny, ale to jest pani Clare, jej można wszytko wybaczyć :) Umrę z ciekawości, co stało się z Simonem... Ale nie mów ;)

    OdpowiedzUsuń
  4. Strasznie mi przykro, że to już ostatni tom.. Od tylu lat jestem z tą serią, że to dziwne, że się kończy.
    Obawiam się tego finału. Zakończenie "Mechanicznej Księżniczki" kompletnie mi się nie podobało, a teraz boję się, że będzie tak i z tą książką. Oby nie. :D

    OdpowiedzUsuń
  5. Jak dla mnie, to ta seria powinna skończyć się po 3 tomie. 4 część była zdecydowanie najsłabsza, jakby autorka chciała na siłę ciągnąć Dary Anioła. W 5 znowu coś ruszyło, ale na ostatnią nie cieszę się tak, jak cieszyłabym się na drugą czy trzecią, dlatego spokojnie poczekam aż książka wyjdzie po polsku i moja biblioteka ją zakupi (mają pozostałe tomy i Diabelskie Maszyny, więc jest nadzieja ;)).
    Pozdrawiam!

    OdpowiedzUsuń
  6. Oj, muszę przeczytać poprzedni części...

    OdpowiedzUsuń
  7. Nie mogę się doczekać, kiedy ją przeczytam :D

    OdpowiedzUsuń
  8. Mnie Clare BARDZO zawiodła "Miastem Niebiańskiego Ognia". Szczególnie "śmierciami"... ponieważ po "Mechanicznej Księżniczce" na prawdę myślałam, że autorka nie boi się drastycznych, życiowych rozwiązać (chociaż śmierć w "Mechanicznej..." Wiadomo kogo, na prawdę mnie przybiła). Jednak bardzo podobało mi się zakończenie, ze względu na to, że jestem psychofanką "Diabelskich Maszyn". I muszę się, niestety zgodzić z @Dori, że "Dary Anioła", tak jak pierwotnie zakładała Cassie, powinny skończyć się na 3 tomie.

    Pozdrawiam. :)

    OdpowiedzUsuń
  9. A ja tam Clare nie cierpię, mam do niej uraz i nie sądzę bym kiedykolwiek jej go wybaczyła. Teraz tylko upewniasz mnie w tym, żeby po jej ksiązki nie sięgać - skoro zrezygnowała z ciekawych, dramatycznych, wiarygodnych rozwiązań na rzecz wymuszonych i sztucznych. Przykro. :/
    Pozdrawiam,
    Sherry

    OdpowiedzUsuń
  10. Przeczytałam 2 pierwsze części DA bo po prostu mnie urzekły. Kolejne czytałam już raczej dla zasady :) Na tę część jakoś specjalnie z utęsknieniem nie czekam...

    OdpowiedzUsuń
  11. Oczekuję polskiego wydania ;)

    OdpowiedzUsuń
  12. Kurczee, nie czytałam nic z tej serii... Trochę głupio :P

    OdpowiedzUsuń
  13. Czekam na polskie wydanie. Mi bardziej podobała się trylogia ,,Mechaniczne Maszyny", ale smaku narobiłaś. :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...