środa, 16 lipca 2014

"Piękny Dzień" Elin Hilderbrand

"Piękny Dzień" Elin Hilderbrand 


 

Autor: Elin Hilderbrand



Tytuł: "Piękny Dzień" 



Wydawnictwo: Między Słowami 

 


Ilość stron: 464


Słoneczna plaża, piękna wyspa i szumiące morze. Ta romantyczna sceneria idealnie nadaje się na przeżycie takiego ważnego i pięknego dnia, jakim jest ślub. Już jako małe dziewczynki, większość kobiet fantazjuje o ślicznej białej sukni, idealnych obrączkach, weselu, na którym wszyscy dobrze się bawią, no i oczywiście o księciu na białym koniu, który razem z ukochaną stanie na ślubnym kobiercu. To data, która na długie lata pozostanie w pamięci nowożeńców oraz innych osób zaangażowanych w tę ceremonię, czasem nie mniej niż państwo młodzi. W przypadku Jenny, cała sprawa organizacji ślubu, wesela oraz wszystkich innych związanych z tym spraw, została załatwiona dawno temu, na długo przed poznaniem tego jedynego. Jej umierająca matka, Beth, prowadziła bowiem skrupulatne notatki, w których zadbała o wszystkie, nawet najmniejsze szczegóły. Zeszyt z jej uwagami stał się dla dziewczyny Biblią i nie ośmieliłaby się sprzeciwić zmarłej matce w żadnej, nawet najbardziej błahej sprawie.



Fabuła okazała się porażką na całej linii. Myślałam, że pomysł z notatnikiem, według którego urządzane było całe wesele okaże się ciekawy i świeży, ale wśród wszystkich intryg rodem z brazylijskiej telenoweli został zepchnięty na bardzo daleki plan i nie wnosił zbyt wiele do rozwoju wydarzeń. W pewnym momencie zdajesz sobie sprawę, że każdy zna tu każdego i o ile nie są połączeni więzami rodzinnymi, najprawdopodobniej coś między nimi zdążyło się już wydarzyć. Zresztą, w rodzinie utrzymuje się  wiele tajemnic, które magicznym sposobem zaczynają być problemem właśnie w dniu ślubu, a jakaś magiczna siła zdaje się dokładać wszelkich starań, by wyszły na jaw w najgorszym możliwym momencie. 

Bohaterowie to tak naprawdę najważniejsza część powieści, bo nic innego nie mogło już jej uratować. W większości są to osoby... po prostu głupie. Wykazują się brakiem rozsądku oraz jakichkolwiek wartości moralnych. Rzadko spotyka się z nagromadzeniem tak wielu świństw, w wykonaniu bliskich sobie osób. Nienawidziłam praktycznie wszystkich postaci, które pojawiły się w książce, a nieliczne wyjątki nie były w stanie nadrobić za ich beznadziejnych poprzedników. 

Najbardziej interesującą postacią w całej książce nie była wbrew pozorom panna młoda, ale Margot, jej siostra. Oczywiście i ona nie była pozbawiona wad, ale ludzie idealni nie istnieją. Była lekko naiwna, ale z pewnością twardo stąpała po ziemi i miała w sobie więcej rozwagi niż jakakolwiek inna postać. Ujęła mnie swoim podejściem do życia, bo choć z pewnością nie jest to wzór do naśladowania, wydała się mi najprawdziwszą z wszystkich przedstawionych w powieści osób. 

To też było najmocniejszą - choć dalej nie zachwycającą - stroną książki. "Piękny dzień" jest pełen bohaterów z krwi i kości, którzy z powodzeniem mogliby istnieć naprawdę. Bardzo łatwo było wyobrazić sobie wszystkich, a ze względu na mnogość przewijających się tu postaci, prawie każdy znajdzie kogoś, z kim mógłby się utożsamić, szczególnie jeśli jest osobą starszą.

Ta książka wcale nie sprawiła, że uwierzyłam w miłość. Wręcz przeciwnie, zaczęłam wątpić w nią jeszcze bardziej niż do tej pory, a każdy kolejny przykład zdrady, oszustwa czy wypalenia tylko dodatkowo utwierdzał mnie w tej opinii. Zapowiedź na okładce określa ją jako słodko-gorzką, ale zdecydowanie więcej momentów mogłabym wpisać do tej drugiej kategorii. Chwil, nad którymi można by się wzruszać nie jest w "Pięknym Dniu" dużo, a przynajmniej nie na tyle, żeby móc miło spędzić czas i zostać pozostawionym z uczuciem wewnętrznego zadowolenia, przepełnienia słodyczą, z chęcią wypowiedzenia słów - jakie to było piękne. 

Nie polecam tej książki czytelnikom szukającym dobrej literatury. Pokusiłabym się nawet o stwierdzenie, że nawet ci z mniejszymi wymaganiami nie będą oczarowani. Niestety, ale "Piękny dzień" mógłby stać na półce koło Harlequinów, gdzie wpasowywałby się całkiem nieźle. Jeśli lubicie książki pełne intryg, dramatów, zdrad i oszustw podanych w wersji słabego serialu jest całkiem duża szansa, że ten tytuł wam się spodoba. Autorka miała naprawdę duży potencjał oraz w miarę dobry pomysł, jednak nie wykorzystała ani jednego, ani drugiego. Mogłabym z łatwością wskazać wiele innych równie lekkich powieści, które dostarczą rozrywki na dużo wyższym poziomie, będąc przy tym równie przyjemnymi i łatwymi, choć nie głupimi. 

Ocena: 6/10


Za egzemplarz recenzencki dziękuję portalowi Sztukater oraz wydawnictwu Między Słowami.

3 komentarze:

  1. Hmm..lubię takie historie więc pomimo 6 się skuszę :)
    Pozdrawiam :]

    OdpowiedzUsuń
  2. Skoro harlequin to tym razem nie jestem zainteresowana.

    OdpowiedzUsuń
  3. "Ta książka wcale nie sprawiła, że uwierzyłam w miłość." Coż, ja wolę takie książki dzięki którym mogę w coś uwierzyć. Może kiedyś przeczytam, ale na razie ama jeszcze dużo innych książek do przeczytania więc... ups? ;)

    zapraszam do mnie w wolnej chwili: http://wyznania-czytelniczki.blog.pl/

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...