środa, 23 stycznia 2013

"Wichrowe Wzgórza" Emily Jane Brontë


Tytuł: "Wichrowe Wzgórza"
Autor:  Emily Jane Brontë
Wydawnictwo: Prószyński i S-ka
Ocena: 9/10

Emily Jane Brontë to angielska pisarka, moim zdaniem najbardziej znana z trzech sióstr. Na pewno zapoznam się z twórczością Anny i Charlotte, bo mam nadzieję, że będą utrzymane w podobnym klimacie. Wracając do autorki, „Wichrowe Wzgórza” to jedyna pozycja w dorobku Emily, ale za to jaka. Wydana pod męskim pseudonimem, co nie jest niezwykłą rzeczą w tamtych czasach. Nie sztuką jest napisać pięć dobrze sprzedających się książek. Wyzwanie to powieść, po którą ludzie będą sięgać ponad sto lat po wydaniu i nie straci ona na wartości.
“A person who has not done one half his day's work by ten o'clock, runs a chance of leaving the other half undone.”
Ellen to gospodyni, służąca u Heathcliffa, była niańka Katarzyny Linton, a zarazem narratorka opowieści. Służy ona dobrą radą, umiejętnościami w zakresie opieki nad gospodarstwem domowym, bawienia dzieci. Podczas wizyty, dzierżawca Drozdowego Gniazda poznaje tę przemiłą kobietę. Dla umilenia czasu spędzonego w łóżku na skutek choroby, prosi o opowiedzenie historii pana domu. Ta tak go wciąga, że prosi o dalszy ciąg. Dzięki wybitnej narracji mamy wrażenie, że to właśnie my jesteśmy słuchaczami Ellen i przeżywamy to wszystko ponownie, razem z nią.
Jest to tylko jeden punkt widzenia, ale za to jaki obszerny. To właśnie służące czy inne mało zauważane postacie wiedzą najwięcej. Słuchają zwierzeń swoich panów, plotek mieszkańców miasta i relacji reszty pomocy. Dzięki jej stanowisku, gospodyni to idealna osoba do przedstawienia zdarzeń bez zbytniego subiektywizmu. Ma szansę poznać tę samą historię wiele razy, a jako osoba bardzo zaradna i chłodna w ocenie, potrafi dobrze oddzielić fakty od podkolorowanych wersji zdarzeń. Pomaga ona podjąć właściwą decyzję wielu bohaterom, nie tracąc przy tym fasonu czy opinii kogoś wtykającego nos w nie swoje sprawy.
 „Nie umiem tego wyrazić, ale z pewności każdy człowiek zdaje sobie sprawę, że istnieje cześć nas samych gdzieś całkowicie poza nami...”
Żadna z postaci nie zostanie nam obojętna. Każda sylwetka nakreślona jest tak, by w zależności od odbiorcy wywołać w nim określone uczucia. Bohaterzy nie są czarni i biali, a ich zachowanie pozostawione zostało naszej ocenie.
Możemy nienawidzić Heathciffa i uważać go za okrutnika lub uwielbiać jego miłość do Katy.
Może nas irytować próżna i egoistyczna Katy lub imponować jej spryt.
Możemy podziwiać oddanie Edgara lub uznać go za słabego, niemogącego odejść od nieodwzajemniającej jego uczucia w odpowiedni sposób Katy.
Może nam być żal młodego, zastraszanego przez ojca Lintona lub wręcz przeciwnie, gardzić nim za jego zachowanie względem Katarzyny.
Możemy podziwiać poczciwą panią Dean albo uważać za pragnącą sensacji staruszkę bez serca i litości.
Możemy gardzić fanatycznym Józefem oraz uważać go za hipokrytę lub szanować jego bogobojną postawę.
Możemy żałować biednej Izabeli bądź nazwać ją głupią i naiwną, niesłuchająca rad starszych.
Młody Cygan, przywieziony przez pana Earnshawa na Drozdowe Wzgórze, spotyka się ze złym przyjęciem ze strony Hindleya, brata Katy. Chłopak nie chce być traktowany tak samo jak przybłęda, więc dokucza przybyszowi starając pokazać swoją wyższość. Jego zachowanie boli ojca, więc coraz więcej uwagi poświęca on obcemu, starając się ochronić go przed swym potomkiem. W czasie pobytu zaprzyjaźnia się z piękną Katy, a z czasem dziecięca znajomość przeradza się w coś więcej.
Nie nazwałabym tej powieści romansem. To bardziej portret psychologiczny wszystkich mieszkańców Wichrowego Wzgórza, których łączą różne relacje, takie jak miłość czy nienawiść. Powiązania między bohaterami efektują przez kolejne pokolenia. Nienawiść zrodzona z miłości, miłość, która okazuje się szaleństwem. Lecz czy nie każde uczucie jest szalone?
 „Przewodnią myślą mego życia jest on. Gdyby wszystko przepadło, a on jeden pozostał, to i ja istniałabym nadal. Ale gdyby wszystko zostało, a on zniknął, wszechświat byłby dla mnie obcy i straszny, nie miałabym z nim po porostu nic wspólnego.”
Powieść ta została po raz pierwszy wydana pod tytułem „Szatańska miłość”, co jest całkiem adekwatną nazwą. Bohaterowie nie przeżywają bowiem słodkich, wspólnych chwil. Wręcz przeciwnie, cały czas napotykają przeciwności losu, które mają ich od siebie oddalić. Ten związek pełen jest przemocy, dramatu, brutalności, niedomówień – nic z tych rzeczy nie pasuje do obrazu zwyczajnego zakochania. Miłość zmienia ludzi. Ten rodzaj jest toksyczny, niszczący, doprowadzający do szaleństwa – i nie jest to bynajmniej metafora.
Ta książka to absolutna klasyka w kanonie literatury angielskiej. Niewiele jest osób, które nie słyszały o niej. Jeśli chcecie przeczytać wartościową książkę, ukazującą ludzkie zachowania z elementami romansu, który nie jest jednak idealny ta pozycja to zdecydowanie coś dla was. Uważam, że warto zapoznać się z tą powieścią, by chociażby wyrobić sobie o niej zdanie. Wydaje mi się, że na długo zapada w pamięć i po jej odłożeniu, chce się do niej wrócić.


Książkę przeczytałam w ramach wyzwania Book Trotter.

8 komentarzy:

  1. Zapraszamy do zapoznania się z informacją:

    http://katalog-moli-ksiazkowych.blogspot.com/2013/01/szukamy-tworcow-tresci.html

    OdpowiedzUsuń
  2. Czytałam wielokrotnie i jest to jedna z moich ulubionych książek, chociaż nigdy nie chciałabym przeżyć takiego uczucia jak Katarzyna i Heathcliff.

    OdpowiedzUsuń
  3. Zgadzam się. Była to wielka miłość, jednak w formie jakiej nikt chyba nie chciałby jej doświadczyć.

    OdpowiedzUsuń
  4. Tyle dobrego słyszałam o tej powieści, ale wstyd się przyznać ciągle zapominam żeby ją przeczytać. Mam nadzieję, że po Twojej recenzji zapamiętam i przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  5. mam ochotę na "Wichrowe wzgórza", bo wstyd mi, że jeszcze nigdy ich nie przeczytałam :c

    OdpowiedzUsuń
  6. U mnie czeka w kolejce, a dzięki Twojej recenzji tylko zniecierpliwiła mnie, bo leży na samym końcu. ;)
    Pozdrawiam! :)

    OdpowiedzUsuń

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...